Phu Quoc – 2 dzień

Nie będziemy nigdzie się spieszyć, nic nie musimy, nie mamy żadnej potrzeby zwiedzania, chyba że akurat nam się zachce.

Poranek miły, leniwy, pyszne śniadanie w ogrodzie.

Po śniadaniu wszystkich naszła ochota na kąpiułkę.

Benio coraz lepiej radzi sobie w wodzie, pływa już całkiem swobodnie, a Antek szlifuje skoki do wody.

Obiad zjedliśmy w pobliskiej rodzinnej restauracji. Po obiedzie taksówką pojechaliśmy do największego miasta wyspy czyli do Dương Đông. Miasto nie jest jakoś specjalnie urodziwe, ale ma 2 ciekawe atrakcje. Targ i nocny market. Na targ poszliśmy trochę przez przypadek szukając starego lotniska. Wrażeń z targu miesliśmy mnóstwo…

Mango i malutkie banany są najsmaczniejsze
Okładniczki tak świeże, całe się ruszały.
Nie wiem co to i nie chcę wiedzieć Update: to ikra! Dziękuję Claudia 😁
Perfekcyjnie poukładane kalmary
Jeden z tych węgorzy uciekł z tacy i sprytnie się schował
Hałas, smród spalin i resztek jedzenia

Świeży pieprz

Wszystko super świeże, bo nadal żywe
Panie, a te krewetki to świeże?

Zieleninka

Maczety, tasaki, siekieeeryyy!!!
Ruchliwe, wielkie ropuchy
Komu klapki, komu żabę?
Proszę Pana, ryba Panu ucieka!

Wiadomo, świnioświr
Azjatycki słodki ziemniak
Papaja
Stoisko z artykułami gospodarstwa domowego
Karton robił za nadwozie, zabawa przednia
Kilku świnkom się nie poszczęściło

To fu? Nie! To mniam! Wietnamskie smażone tofu z grzybami, czosnkiem i nasionami lotosu to jest sztos!

Targ był nie do wytrzymania szczególnie dla zmysłu powonienia. Do tego co chwilę wchodziło się klapkami w wodę śmierdzącą zgniłą rybą, a to leżące kawałki mięsa, zgniłe owoce. Ohydne i za razem fascynujące. Nam kupującym w Oszą czy innym Kerfurze w głowie się to nie mieści, bo jak to muchy na mięsie, podają kurczaka brudną szmatą? „Bazarek” nami wstrząsnął.

Dalej poszliśmy zobaczyć zachód słońca, a wycieczkę zakończyliśmy na nocnym markecie.

Komu parówkę, komu kurze nózki, komu ośmiornicę?

Było dziś sporo szoku, doznań węchowych, hałasu, chaosu. Ale lubię takie miejsca. Mam teorię, że żeby poznać jakąś kulturę trzeba iść na lokalny, prawdziwy bazar i na cmentarz. Tu nie da się poznać mieszkańców rozmawiając z nimi, bo po angielsku mówią tragicznie. Pozostaje uważnie obserwować.

Co robimy jutro? Co nam się zachce 😁. I to jest najpiękniejsze.

DJAB

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij