Doha. Dawniej Al Bida. Trochę ta poprzednia nazwa jest śmieszna, bo tu wszędzie widać piniądz!🤑$$$🤑 Ale o tym za chwilę…
Rano, gdy odsłoniłam zasłony zobaczyłam ciekawy widok z 11 piętra naszego hotelu.



Stwierdziliśmy, że do centrum pojdziemy pieszo żeby więcej zobaczyć. Od razu po wyjściu z hotelu poczuliśmy, że uprawiamy bida-turystykę. Oprócz nas pieszo tylko robotnicy z Pakistanu chodzili. Droga do centrum była dość meczącą z uwagi na ruch uliczny (brak przejść dla pieszych) oraz temperaturę powietrza.



Pierwsze kroki skierowaliśmy na Souq Waqif. Trochę zaskoczyło nas to, czym tam handlowano.






Następnie skierowaliśmy się na nabrzeże czyli Al Corniche. Taki tam deptak z palmami i widokami.














Następnie po woli poszliśmy w kierunku metra, aby pojechać na lotnisko. O 21.05 czekał nas lot do Hanoi.




Metro to mają jak z filmów science-fiction. Na bogato! 🤑$$$$$









Lot minął nam nieźle, pospaliśmy odrobinę. Jest 8.07. Więc…. good morning Vietnam!
DJAB