Pierwsza noc była trudna. Wszystkim nam ciężko się spało z uwagi na jet lag. Obudziliśmy się wszyscy wyspani ok 2 w nocy i ciężko było zmusić się do dalszego snu. Z trudem wstaliśmy ok 9. Poranek przywitał nas deszczem, który dzwonił o wszechobecne blachy.
Na śniadanie poszliśmy na bagietki do „naszej” pani Wietnamki. Jako stałych klientów 😉 Pani nakarmiła nas dodatkowo słodkim ziemniakiem i ciasteczkami.


Prosto po śniadaniu poszliśmy w kierunku Muzeum Kobiet. Muzeum ciekawe, lecz bez szału. Po drodze spotkaliśmy jakieś „gwiazdy” K-popu (popu prosto z Korei) nagrywające teledysk. Do muzeum szliśmy dzielnicą francuską .









Po zwiedzeniu muzeum poszliśmy w kierunku Train Street – ulicy, którą przejeżdża pociąg bardzo blisko miejskiej zabudowy. Po drodze zobaczyliśmy też katedrę.












Do Świątyni Literatury dotarliśmy piechotą. Od rana mżyło i nie było zbyt ciepło. Świątynia piękna, a turystów nie za dużo (Chińczycy mają cofnięte wizy i zakaz wjazdu do Hanoi). Świątynia pomiędzy XV a XVIII w służyła kształceniu mandarynów.









Dzień zakończyliśmy oglądając z zewnątrz cytadelę.

To był udany, ale bardzo męczący dzień. 9h na nogach… Jet lag robi swoje, ponadto miasto przytłacza. Przechodzenie przez jezdnię powoduje wylew i częstoskurcz. Jutro rano: wyspa Cat Ba!