Cat Ba – 2 dzień

Po kolejnej trudnej nocy (kiedy wreszcie wyrównamy jetlaga???) wstaliśmy wczesnym rankiem i razem z kilkorgiem obcokrajowców udaliśmy się na zorganizowany spływ kajakowy po zatoce Ha Long. Z portu ruszyliśmy szybką łodzią do pływającej wioski, gdzie przesiedliśmy się do kajaków i wraz z przewodnikiem – miłym Filipińczykiem popłyneliśmy zwiedzać zatokę. Trzeba przyznać, że zatoka robi niesamowite wrażenie, a oglądanie jej z kajaka zamiast z pokładu statku dla turystów było jedynym słusznym rozwiązaniem. Pogoda nadal nie była łaskawa – ale to normalne dla tego regionu zimą. Podczas rejsu było nam zimno – od stóp do pasa byliśmy cali mokrzy (temperatura powietrza ~17°C, a do tego morska bryza… 🥶). Na szczęście woda była dość ciepła.

Pierwsza część rejsu przebiegała głównie w pobliżu wiosek na wodzie. Są to domostwa poławiaczy owoców morza.

Po ok 2,5 h wiosłowania poplynęliśmy na statek, gdzie czekał na nas lunch. Jedzenie było proste, ale bardzo smaczne. Niestety było nam strasznie zimno w mokrych ubraniach. Nie opłacało się nam przebierać, bo po lunchu znów wsiadaliśmy na kajaki. Tyle, że ten czas po lunchu nieco się wydłużył, bo statek zrobił jeszcze mały kurs po zatoce więc przez ok 2 h dygotaliśmy z zimna na pokładzie. Bezpośrednio ze statku przesiedliśmy się do kajaków na środku morza i popłynęliśmy ponownie oglądać zatokę. Tym razem cześciej zatrzymywaliśmy się na dzikich plażach.

Wyprawa zaczęła się o 8, a skończyła po 17, więc wróciliśmy straszenie zmęczeni, głodni i zmarznięci, ale zachwyceni tym cudem natury jakim są wapienne góry zatoki. Dzieci super dzielnie się spisały.

DJAB

Ps. Robię literówki, bo wpisy robię wieczorem z telefonu, ledwo żywa. Literówki ignorujcie i domyślajcie się co autor miał na myśli.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij