Dziś nie będzie pięknych widoków. O 7.30 wsiedliśmy do autobusu z Cat Ba do Hanoi. Autokarem wjechaliśmy na prom, który przewiózł nas w okolice Hajphong. W Hanoi kierowca wysadził nas blisko dworca, żebyśmy mieli blisko do autobusu jadącego na lotnisko. Blisko dworca… ale i na środku mega ruchliwego skrzyżowania. My z plecakami, chłopcy z plecakami, a tu dookoła skutery, samochody, autobusy… 🙈 Zanim poszliśmy na przystanek postanowiliśmy coś zjeść. Niestety zapuściliśmy się w dzielnicę handlarzy i wszystko można było kupić poza gotowym posiłkiem. Udało się wreszcie zjeść nasze ulubione bahn mi czyli wietnamskie bagietki z jajkiem/mięsem/pasztetem/warzywami/ostrym sosem. Dość długo szukaliśmy przystanka autobusowego, oczywiście przeciskając się pomiędzy skuterami. Udało się i ok 50 min jechaliśmy na lotnisko – terminal lotów krajowych. Nasz pośredni cel – Da Nang położony w środkowym Wietnamie na wybrzeżu. Da Nang położony jest od Hanoi ok 14 h jazdy autobusem. Lot Vietnam Airlines zajął nam 1h15 min. Naszym celem nie było samo Da Nang, ale Hue – ok 90 km na północ od Da Nang. Z niewielkimi problemami wynikającymi z zamówienia Graba (tutejszy Uber) dotarliśmy na dworzec w Da Nang skąd punktualnie o 18.45 odjechaliśmy do Hue. Te 90 km ma nam zająć ok 2h40min. Wagon nawet nawet… przyzwoity. Tylko zapachowo tak sobie i cały czas kursują: a to konduktorzy, a to panowie z „Warsa” serwujący gorącą zupę i jajka ma twardo 🙊, a to młody Wietnamczyk trzyma brudne skarpety na stoliku a jego wybranka zdjęła buty i prezentuje światu długie, brudne paznokcie od stóp – oczywiście kładąc nogi na poręczy poprzedzającego siedzenia. Trzęsie, jest głośno, ale najważniejsze że poruszamy się zgodnie z planem. Przy wchodzeniu do wagonu ni w ząb mówiący po angielsku konduktor próbował o coś spytać 2 Hiszpanki. Przyszliśmy z odsieczą i okazało się, że pyta kolejno o narodowość każdą wchodzącą do pociągu białą twarz. Zastosowaliśmy uproszczenie i oznajmiliśmy, że my wszyscy jesteśmy Hiszpanami – a jemu Spain, España i tak nic nie mówiły. A po co pytał? Zgodnie z rozporządzeniem w Wietnamie nie mogą przebywać obywatele kilku nacji z uwagi na koronawirusa. Dotyczy to też wszystkich osób, które już podczas epidemii przebywały na terenie Chin – w hotelu jeszcze na Cat Ba wertowali nam paszporty strona po stronie czy nie mamy chińskiej wizy/pieczątki. Wczoraj widzieliśmy na Cat Ba jak policja złapała jednego Chińczyka w restauracji i zapewne miał niemałe kłopoty, że przebywa na wyspie. A wracając do dzisiejszej podróży to za 1h powinniśmy planowo być w Hue.











Tak więc podróż dziś była/w sumie nadal jest, bo trwa, bardzo skomplikowana: 🚍⛴🚍✈🚖🚞🚖, a przejedziemy łącznie ponad 900 km
DJAB
Dotarliśmy do Hue!




