Hoi An – 1 dzień

Rano zamówiliśmy transport z Hué do Hoi An. Udało nam się zamówić autobus, który odjeżdżał około południa. Po śniadaniu pospacerowaliśmy nad Rzeką Perfumową (zapach pochodzi od białych kwiatów, które spadają do niej prosto z drzew – widać je na poprzednim wpisie (zdjęcie kwiatka na tle pagody). Te kwiatki pachną obłędnie!

Chciałam ukraść tego słodziaka
A Ten tylko mosty, mosty, mosty…
Szybkie drugie śniadanie w bardzo fajnej kawiarni. 4 bahn mì (półbagietki z jajkiemlub mięsem), kawa, woda – razem 18 zł

Około południa zwolniliśmy pokój, a następnie w bardzo przekombinowany sposób dotarliśmy do naszego autokaru – facet na skuterze podprowadził nas 200 m, tam czekała taksówka, która zawiozła nas w 2 turach (nas i znajomych z Zacisza) do autobusu. Towarzystwo w autobusie mocno międzynarodowe. Autobus okazał się sleeperem czyli autokarem sypialnym. Bilet – jakieś 15 zł od osoby.

Sleepery są dla dzieci/karłów/Azjatów. Człowiek mający więcej niż 165 cm wzrostu siedzi pokurczony. 130 km dzielące Hué i Hoi An autokar jechał 3,5 h. Raz zrobił dłuższy postój.

Podczas postoju, gdzieś między Hué a Da Nang

Dotarliśmy do hotelu późnym popołudniem. Hotel powyżej naszych oczekiwań. Nareszcie balkon, basen, schludna łazienka… 😍

Umówiliśmy się z Karolami (tak nazywamy znajomych z Zacisza, czyli Karola i jego rodzinę) na kolację do „restauracji” Mr Son. Restauracja prowadzona jest przez całą lokalną rodzinę, serwuje lokalne potrawy i jest bardzo polecana na Tripadvisor. Wszyscy najedliśmy się do syta lokalnymi potrawami. Było miło, spotkaliśmy parę fajnych Polaków.

Benio jedzący phõ i pijący koktajl z banana
Przepyszna zupa grzybowa – wygląda może średnio, ale była P Y C H A 🤤
Cao lau – danie serowane tylko w Hoi An, a do produkcji tego makaronu używa się wody tylko z jednej studni w mieście. Kluski z tofu, miętą, warzywami i aromatycznym, lekkim sosem.
Kolacja u Mr Sona – wszakże dziś Walentynki 💕💕💕💕😁💕💕💕💕

Pochodziliśmy troszkę po Hoi An. Miasto to jest na liście światowego dziedzictwa Unesco, a do ocalenia tej architektury przyczynił się w latach 80-tych polski architekt. Nazywane jest miastem lampionów. Po zmroku jest oszałamiająco piękne

Łodzie całe w lampionach
Tej maści z gwiazdą, maści na wszystko, używała kiedyś babcia Władzia.

Nie wstawię dziś wielu zdjęć z Hoi An. To wymaga oddzielnego wpisu. Po powrocie od Mr Sona chłopcy i Julek poszli odprężyć się w basenie.

Idziemy spać.

DJAB

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij