Dzień zaczęliśmy śniadaniem i zaraz potem pojechaliśmy z Karolami do kompleksu świątyń My Son – ok 30 km od Hoi An. My Son to hinduistyczny kompleks świątyń, które powstały okresie między IV a XV wiekiem n.e., i są sanktuarium religijnym Czamów. My Son jest dość mocno zdewastowany i na pewno nie robi takiego wrażenia jak Angkor Wat, aczkolwiek jest pięknie położony. W samej dżungli, niczym park jurajski.















Wracając kierowca zostawił nas pod kultową restauracją, którą kilka lat temu odwiedził Anthony Bourdain. https://youtu.be/0nI9LvK7r-4









Bahn mí były PYSZNE. Najedzeni poszliśmy zwiedzać Hoi An.






















































Wieczorem poszliśmy na ostatnią kolację do Mr Sona. Spotkaliśmy też sympatycznych Polaków z Białołęki. Mr Son miło nas pożegnał, a my podziękowaliśmy mu za najlepsze jedzenie jakie jedliśmy w Wietnamie. Na pożegnanie poczęstował nas pyszną marakują.

Po kolacji pokręciliśmy się jeszcze po starówce i night markecie.



Na koniec dnia Julek wymyślił dla nas fajną niespodziankę i wróciliśmy do hotelu łódką.


W Hoi An póki co najbardziej najbardziej nam się podoba. Miasto jest urocze, jedzenie pyszne, a ruch uliczny do zaakceptowania, o ile nie jedzie się rowerem!
Jutro jedziemy na 2 dni do Da Nang.
DJAB