Da Nang – 1 dzień

Dziś w południe opuściliśmy Hoi An. Szkoda. Jednak udało nam się zrobić jeszcze krótki spacer po mieście.

Takie Hoi Ańskie „Koszyki”
Fresh spring rolls 🤤
Po lewej coconut cofee, po prawej kawa tradycyjnie parzona „po wietnamsku”. Obie cudownie pyszne.
Beniowe odkrycie – wietnamski croissant z gałką lodów waniliowych środku

Po kawce czyli ok południa pan, który też wczoraj nas woził (do My Son) przywiózł nas do Da Nang. W Da Nang powitały nas chmury i silny wiatr. Najpierw zjedliśmy pho i bun cha.

Obok naszego hotelu sprzedają owoce morza. Ale to chyba złe określenie. To morskie potwory!

Tu widać skalę tych zwierzaczków

Hotel bardzo ładny. W łazience wanna, a z niej taki widok:

Lecz ten ładny hotel ma też jedną zasadniczą wadę. Pod oknami prowadzone są prace budowlane – w grunt wbijane są stalowe elementy. I to nawet nie hałas jest problemem, a straszne drgania. Aż filiżanki dzwonią o spodki. Dobrze, ze prace trwają tylko do 17.30. Na naszym 11 piętrze drgania te sa nie do wytrzymania. Dobrze, że śpimy tu tylko 2 noce.

Żeby nie irytować się tymi wstrząsami poszliśmy na spacer. Pierwszy punkt programu – kawa! A dla małych shake.

Da Nang to całkiem przyjemne miasto. Zupełnie inne. Widać, że jest zamożniejsze.

Most zmienia kolory

Kolację zjedliśmy w tajskiej restauracji. Było przepycha!

Pad thai z grzybami
Wyjątkowo zamówiliśmy deser, bo chcieliśmy spróbować mango sticky rice. Przeprzeprzepycha!

Jeszcze kąpiółka w superwannie i można iść spać w oczekiwaniu na poranne rozpoczęcie prac budowlanych pod hotelem.

DJAB

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij