Zaczął nam się niezły Sajgon! Rankiem wyjechaliśmy z Da Nang i polecieliśmy niewiele ponad 600 km do HCMC – dawniej Sajgonu. Lot Vietnam Airlines lekko opóźniony, ale spokojny. W zasadzie to przespaliśmy cały lot. Na lotnisku w Sajgonie pomiar temperatury kamerą termowizyjną, na miejscu punkt medyczny. Przede wszystkim uderzył nas upał. Jest STRASZNIE gorąco. W południe w cieniu jakieś 35°C. Kierowca Graba bardzo chciał z nami rozmawiać, ale niestety po angielsku nawet nie umiał powiedzieć tak i nie. Więc rozmawialiśmy za pomocą google translatora, co powodowało wiele rozmaitych lapsusów językowych, a rozmowa była nieco drętwa. Pierwsze wrażenia dotyczące HCMC bardzo pozytywne. Widać mnóstwo wpływów francuskich, a miasto jest takie troszkę multi-kulti. Obiad zjedliśmy we wspaniałej hinduskiej restauracji. Nawet Benio zasmakował w tikka masala.
Wszyscy straszyli nas ruchem ulicznym. Fakt, jest duży ruch, skutery jeżdżą nawet po chodnikach, jest głośno, ale jest też wiecej świateł, szersze chodniki. Nie jest tak źle. Jedyny minus – czuć smog.
















Jutro pozwiedzamy, ale najpierw wieczorem ułożymy sobie plan.
DJAB