Kilka dni temu w autokarze jadącym z Hue do Hou An spotkaliśmy Hiszpankę, która ostrzegała nas przed Sajgonem. Do Sajgonu z dziećmi? Na 3 noce? Czuliśmy się jakbyśmy na głowę upadli. Dodała jeszcze, że Hanoi przy HCMC to jak Kopciuszek przy zlej macosze. I wiecie co? Głupoty gadała. My tu czujemy się lepiej, jest tu zdecydowanie piękniej. Ruch faktycznie jest okropny, hałas tragiczny, ale to miasto ma duszę.
Ale niestety dzień trzeba było zacząć od spraw przyziemnych. Pranko! Na szczęście 200 m od hostelu jest pralnia. Taka fajna, hamerykańska! Za 17 zł mieliśmy stertę upranego i wysuszonego prania.















Poszliśmy pieszo do Muzeum Wojny. Jego zbiory to pojazdy wojskowe, broń, amunicja, ale przede wszystkim zdjęcia.












Chwilka refleksji: https://youtu.be/YkgkThdzX-8
Zdjęcia bardzo nas poruszyły. Szczególnie widząc co wojna zrobila cywilom i ile lat konsekwencje wojny, użycia dioksyn, ich dotykają.
Po wizycie w muzeum poszliśmy zjeść na market w stylu „Koszyków”. Każdy zjadł na co miał ochotę. A po jedzeniu pokręciliśmy się jeszcze po okolicy.























Spełniliśmy marzenie Antka. Bardzo chciał wjechać na bardzo wysoki drapacz chmur. Tak się składa, że Sajgon takowy posiada. Bitexco Financial Tower. Budynek został ukończony 31 października (❤) 2010 roku. Wysokość wynosi 265,5 m. Widoki ze skydecku oszałamiające. A winda wioząca na 49 piętro też robiła wrażenie.















Jutro wyrwiemy się poza HCMC.
DJAB